Data dodania: 2013-11-06
31 października 2013 r. w słupskim Teatrze Rondo odbyły się Zaduszki teatralne. Przedstawiono widowisko "Matka Mejra i jej dzieci" w wykonaniu Caryl Swift i reżyserii Stanisława Miedziewskiego. Uczestnikami zdarzenia byli licealiści Zespołu Szkół w Sławnie im. Jana Henryka Dąbrowskiego, którzy po spektaklu spotkali się z reżyserem monodramu. Nie była to lekcja teatralna. - Dydaktyzmu w teatrze unikamy jak ognia. Nie wszystko musi być jasne i zrozumiałe - powiedział Stanisław Miedziewski - Najważniejsze jest osobiste przeżycie, doświadczenie, zadziwienie. Stąd całość stała się raczej refleksją nad tym "najlepszym z możliwych światów".
Monodram "Matka Mejra i jej dzieci" powstał w oparciu o fragmenty tekstów: "Jakbyś kamień jadła" Wojciecha Tochmana i "Urodziłam się z łopatą" Ryszarda Bilskiego, a ukształtowany został na wzór homerowego wiersza. Opowiada historię Bośniaczki szukającej ciał swoich dzieci zamordowanych podczas masakr etnicznych na Bałkanach w latach 1992-95. Chce poznać okoliczności śmierci i pochować ciała Edwina i Edny. Poza tym po wojnie w Bośni zaginęło blisko dwadzieścia tysięcy Muzułmanów. Jeśli się znajdą, będzie pogrzeb i będzie modlitwa, jak nakazuje Koran. Mejra pomaga doktor Ewie Klonowskiej (Polce, światowej sławy antropolożce sądowej), która od kilkunastu lat identyfikuje szczątki ofiar wojny w Bośni i zwraca jej rodzinom. To druga bohaterka monodramu.
Na ascetycznej scenie brak rekwizytów i scenografii. Po chwili z ciemności wyłania się aktorka - matka Mejra. "Idziemy za Mejrą wąskimi ścieżkami wśród strzępów ubrań. Stajemy nad tamtym: ciemne spodnie, jasna koszula i coś, co było swetrem w kolorze bordo. Matka pochyla się, poprawia nogawkę. Podnosi się i ocenia, czy na pewno wszystko dobrze się prezentuje" (cyt. za Wojciechem Tochmanem)." Poznajemy kolejne ofiary, zatrzymujemy się nad masowymi mogiłami, zadajemy te same pytania: Po co ta wojna? Po co zginęło tak wielu ludzi? Dlaczego Bóg na to pozwala? I brak odpowiedzi. I cisza. Dużo ciszy w tym spektaklu.
Reportaż Wojciecha Tochmana zostaje wypełniony emocjami, uczuciami i wszystko z maksymalną ekspresją, taką, która wbija w fotel i boleśnie przypomina o bezradności wobec demonów drzemiących we współczesnej historii. Obozy, baraki, selekcje, getta, kryjówki, ukrywanie prześladowanych, opaski na rękawach, sterty butów po zgładzonych, głód, szaber, pukanie do drzwi w nocy, zniknięcia sprzed domu, krew na ścianach, palenie domostw, palenie stodół z ludźmi w środku, pacyfikacje wsi, oblężone miasta, żywe tarcze, gwałty na kobietach wroga, zabijanie inteligencji w pierwszej kolejności, kolumny tułaczy, masowe egzekucje, masowe groby, ekshumacja masowych grobów, międzynarodowe trybunały, zaginieni bez wieści. To jak romantyczna historiozofia. Obłędny kołowrót, którego nikt nie potrafi przerwać, nieznośna "przeszłość, która jest dziś - tylko cokolwiek dalej". Zostajemy sami z trudnymi pytaniami o kondycję "najlepszego ze światów". Myślimy o zbrodni, nienawiści, śmierci, a Matka Mejra może wreszcie pochować swoje dzieci. Nie ma pretensji do Boga, nie buntuje się. Po chwili tonie w ciemności. Cisza.
więcej »